1 Marca – Dzień tzw. Żołnierzy Wyklętych A kiedy uczcimy ich ofiary

Czy w tym dniu wspomnimy puszczane z dymem wioski, rabowany dobytek
i mordowaną ludność cywilną, w tym matki z dziećmi?
    Czy w tym dniu mamy wygłaszać pochwałę ich dzielności i niezłomności
w walce o Polskę bez rządów komunistycznej lewicy będącej pod wpływami potężnego sąsiada ze wschodu czy też patrzeć na ich postawę jako beznadziejną walkę bez szans na sukces w ukształtowanej po wojnie sytuacji geopolitycznej?
    A przede wszystkim czy ich zbrodnie przeciwko ludności cywilnej,
a niekiedy i zbrodnie przeciwko własnym bojownikom i bratobójcze, dokonane wobec innych formacji ruchu oporu, zasługują na usprawiedliwienie tylko dlatego, że w czasie wojny walczyli z okupantem, a po zakończeniu wojny – z ustanowionym rządem i jego aparatem przymusu.
    Uznając zasługi tych żołnierzy nie można zamiatać pod dywan prawdy
o takich, którzy dopuścili się czynów niegodnych żołnierza polskiego, za jakiego się uważał każdy z żołnierzy wyklętych. O takich, którzy zamiast walczyć z komunistycznym aparatem przymusu mordowali niewinnych cywilów.
    Z tą prawdą trzeba się zmierzyć! Do dziś żyją potomkowie i sąsiedzi pomordowanych i opisują zgrozę wydarzeń w których „narodowi bohaterowie”  – zamiast z funkcjonariuszami reżimu – ochoczo, nierzadko pijani, rozprawiali się z niewinną ludnością cywilną.
     Najlepiej zilustrują to ich udokumentowane zbrodnie.
– 23 czerwca 1944 r. żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK rtm. Zygmunta Szendzielarza pseud. „Łupaszka” zamiast – jak polecili przełożeni – dokonać odwetu na podległej Niemcom policji litewskiej, zaatakowali wioski Dubinki
i Ołkuny oraz okoliczne przysiółki, zamieszkałe w większości przez Litwinów,   mordując co najmniej sześćdziesięciu sześciu cywilów, głównie kobiety (także ciężarne) i dzieci; w jednej z chałup zamordowano czwórkę dzieci, z których najmłodsze miało 2 lata);
– 22 maja 1945 r , oddział „Łupaszki” po uprzednim zamordowaniu czterech cywilów spalił wioskę Potoki, w większości zamieszkałą przez Białorusinów; w płomieniach zginęło m.in. troje dzieci, najmłodsze miało 6 lat;
– 6 czerwca 1945 r. partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych, w sile około 300 osób, pod dowództwem kpt. Mieczysława Pazderskiego „Szarego”, stwarzając pozory przynależności do Wojska Polskiego wkroczyli do wioski Wierzchowiny, zamieszkałej w większości przez Ukraińców. Partyzanci NSZ zabijali metodycznie: po ustaleniu że w danej chałupie mieszka rodzina ukraińska mordowali wszystkie zastane tam osoby, mężczyzn, osoby starsze, kobiety i dzieci, ograbiając ich z pieniędzy i dobytku. Niektórzy zginęli od uderzeń szpadli i siekier. Tego dnia w Wierzchowinach straciło życie około 200 osób, w tym około 30 Świadków Jehowy, których pomordowano, gdyż nie chcieli się przeżegnać;
 – 24 kwietnia 1945 r. w Kaniach partyzanci z oddziału NSZ „Szarego” zabili
5 żołnierzy pochodzenia żydowskiego, po rozbrojeniu pododdziału Wojska Polskiego; w końcu kwietnia 1945 r. w Majdanie Zahorodyńskim partyzanci
z tego oddziału, z rozkazu „Szarego” zastrzelili też 6 żołnierzy Wehrmachtu, którzy uciekli z obozu jenieckiego i dołączyli do ich oddziału;
 – 2 maja 1945 r. oddział NSZ „Szarego” w Syczynie zastrzelił pięciu cywilów pochodzenia ukraińskiego, w tym miejscowego prawosławnego księdza;
– 13 kwietnia 1945 r. we wsi Horeszkowice partyzanci jednego z oddziałów NSZ zamordowali ośmioosobową polską rodzinę Wasilczuków;
– 29 stycznia 1946 r. oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego kpt. Romualda Rajsa „Burego” spalił wioskę Zaleszany (41 gospodarstw) – w płonących chałupach część cywilów spłonęła żywcem, konając
w męczarniach, a uciekających z płonących chałup zastrzelili partyzanci „Burego”; w sumie zginęło wówczas co najmniej 16 osób, w tym nieletni;
– 31 stycznia 1946 r. w lesie pod wsią Puchały Stare oddział NZW „Burego” wymordował 27 białoruskich furmanów. Zginęli tylko dlatego, że – jak stwierdził „Bury” – „to nie są Polacy, tylko Białorusini”; najmłodszy furman miał 17 lat, a każdy z furmanów stojąc nad wykopanym dołem otrzymał pojedynczy strzał w tył czaszki, metodą katyńską.
– 2 lutego 1946 r. w wiosce Zanie oddział NZW „Burego” zmasakrował ludność cywilną mordując 24 osoby pochodzenia białoruskiego, z których część spłonęła żywcem, gdyż partyzanci mieli rozkaz nie wypuszczać ludzi
z płonących zabudowań. Bez zahamowań mordowano matki i ich dzieci. Jedna z ofiar, uciekłszy do lasu, pozostawiła matkę, brata i czteroletniego siostrzeńca – zginęli wszyscy; w trakcie długiego rajdu po wioskach białoruskich oddział „Burego” spalił pięć wsi, a śmierć poniosło około osiemdziesięciu osób,
w przytłaczającej większości niewinnych cywilów;
– w nocy z 17 na 18 kwietnia 1945 r. do wsi Piskorowice k/ Leżajska wkroczył oddział Narodowej Organizacji Wojskowej kpt. Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”. Uprzednio oddział ten spalił okoliczne wioski więc miejscowi uciekli do szkoły w Piskorowicach, którą ochraniał oddział Armii Czerwonej w związku z akcją przesiedleńczą ludności ukraińskiej. Partyzanci „Wołyniaka” pozwolili odejść czerwonoarmistom, po czym dowódca ten polecił wymordować wszystkich obecnych na terenie szkoły. Zginęło około osiemdziesięciu osób, w większości kobiety i dzieci (niektóre rodziny straciły po 6 – 8 członków) – ocalało 5 osób. Poza tym urządzono polowanie na Ukraińców w płonącej wsi, zabito kilku na miejscu, a do uciekających nad San otworzył ogień oddział NOW Józefa Krawczuka „Kudłatego”. Zabitych wrzucano do wody, lub zostawiano na brzegu. Kilka godzin po masakrze znaleziono półtoraroczną dziewczynkę, leżącą przy piersi zakrwawionego ciała martwej matki. Według jednego z partyzantów NOW „Kudłaty” przed masakrą kazał swym podkomendnym wypić tyle alkoholu, ile kto może;
– 3 marca 1945 r. oddział „Wołyniaka” dopuścił się mordów i grabieży we wsi Wołczaste – zginęły dwadzieścia dwie osoby cywilne, a 19 marca w Kulnie zamordowano około 20 cywilów. Podkomendni „Wołyniaka” byli pijani
w czasie dokonywania mordu, gdyż w tym dniu świętowali imieniny dowódcy;
– w nocy z 18 na 19 lutego 1945 r. oddział ten wtargnął do dwóch domów
w Leżajsku zamieszkałych przez ocalałych z Holocaustu Żydów; po wysadzeniu drzwi trotylem partyzanci „Wołyniaka” zaczęli strzelać do wszystkich tam obecnych – zginęło dziesięcioro żydowskich cywilów, w tym dwójka dzieci i dwie kobiety;
– 22 kwietnia oddział NOW Kazimierza Żurawskiego „Janosika” napadł na Chałupki Piskorowskie, gdzie zrabował z domów ukraińskich kilkaset kilogramów zboża, sprzęty gospodarskie i ubrania, mordując około 20 Ukraińców;
– w nocy z 2 na 3 maja 1946 r. w okolicy Krościenka oddział dowodzony przez sierż. pchor. Jana Batkiewicza „Śmigłego” ze zgrupowania „Błyskawica” Józefa Kurasia „Ognia” zamordował 11 Żydów ( w tym sześć kobiet i jedno dziecko) jadących ciężarówką. Podając się za funkcjonariuszy UB, partyzanci sprawdzili dokumenty pasażerów, po czym zrabowali im pieniądze i żywność. W sumie w ciężarówce jechało 26 Żydów wliczając w to dzieci. Część z nich, po tym jak kazano im stanąć w rzędzie nad rowem, zorientowała się że będą zabijani i uciekli, do reszty otwarto ogień. Ci, którzy zostali ranni byli dobijani. Jeden z partyzantów dwoma strzałami w czaszkę uśmiercił dwunastoletniego Józefa Gallera. Po odjeździe partyzantów na miejscu egzekucji pojawili się okoliczni polscy mieszkańcy, rabując pozostawione trupy, zdzierając z nich ubrania, zdejmując buty i przeszukując kieszenie. Wszyscy Żydzi, którzy zginęli pod Krościenkiem w czasie wojny cudem uniknęli śmierci, ukrywając się. Cieszyli się z wolności , do czasu…
– partyzantom „Ognia” przypisuje się szereg zabójstw Żydów na Podhalu: zabójstwo 5 Żydów w dniu 20 kwietnia 1946 r.(strzały z pistoletu w tył głowy), w dniu 29 kwietnia 1946 r. na drodze między Białką i Groniem zamordowano w ciężarówce siedmioro Żydów, a ich trupy obrabowano, najpierw uczynili to sprawcy, a później okoliczna ludność, najmłodsza ofiara miała 14 lat. W sumie, w okresie powojennym na Podhalu zostało zamordowanych trzydziestu trzech Żydów. A „Ogniowi” wystawiono pomnik, przywracając go do panteonu narodowej sławy jako człowieka honoru, chociaż wiadomo, że za jego wyczyny i niesubordynację dowództwo AK wydało na niego w 1944 r. wyrok śmierci. W odwecie „Ogień” wydał NKWD czterech akowców, których zesłano na Syberię. Także Słowacy protestują przeciwko gloryfikowaniu „Ognia” – jego partyzanci dokonali około 120 napadów rabunkowych na słowackie wioski na Spiszu, mordując w dniu 15 kwietnia 1946 r. czterech mieszkańców Nowej Białej;
– 3 marca 1945 r. oddział Armii Krajowej dowodzony przez Józefa Bissa „Wacława” napadł na ukraińską wieś Pawłokoma. Wioskę szczelnie otoczyli partyzanci (około 50 – 60) i cywile z biało – czerwonymi opaskami (około 200 osób), członkowie samoobrony z sąsiednich wiosek. Część ludzi zabito na miejscu, zrabowano ich dobytek, a pozostali schronili się w cerkwii grekokatolickiej. Napastnicy zbliżyli się do cerkwii, do której spędzili napotkanych na uliczkach Ukraińców. Dokonano selekcji – puszczono wolno zamieszkałych tu Polaków, a wśród Ukraińców w cerkwii dokonano też selekcji, wyprowadzając poza wieś grupę około 40 osób, w tym dzieci poniżej 7 roku życia i część kobiet. Resztę Ukraińców, po brutalnym przesłuchaniu, wyprowadzono na cmentarz, postawiono przed wykopanymi przez nich grobami i uśmiercono ich strzałami w tył czaszki. Wyjątkowo znęcano się nad miejscowym popem którego – według naocznego świadka – zabito cepami. Jedna z ocalałych ofiar straciła całą rodzinę, w tym męża, matkę i pięciu synów. Wśród partyzantów dużym zaangażowaniem w mordowaniu Ukraińców wyróżniały się 2 kobiety. Po rzezi do Pawłokomy wjechały długie kolumny furmanek, przybyli nimi mieszkańcy okolicznych polskich wiosek, którzy rozgrabili mienie zamordowanych Ukraińców, a także – na żądanie AK – pogrzebali ciała znalezione na podwórkach i uliczkach. Jeszcze przez kilka dni Polacy wyszukiwali ukrywających się Ukraińców i – zdaniem naocznych świadków – wielu z nich zostało zamordowanych. Według strony ukraińskiej
 (dysponującej imienną listą ofiar) w Pawłokomie Polacy zamordowali
366 osób. A sam „Wacław” skończył jako opryszek w napadzie na kasę spółdzielni w miejscowości Dzierzków na Dolnym Śląsku w dniu 23. 10. 1950 r.
    Na zakończenie nie sposób ominąć sprawy Narodowych Sił Zbrojnych.
    Obecnie wielu młodych ludzi zakłada koszulki z napisem „NSZ – chwała bohaterom”. Dla nich chłopcy z NSZ stali się symbolem heroicznego patriotyzmu, honoru i godności żołnierza. Powstają stowarzyszenia promujące pamięć o dokonaniach tejże formacji, kwitnie działalność wydawnicza utrwalająca mit bohaterów z NSZ. Niestety, ten mit opiera się na wyobrażeniach całkowicie oderwanych od faktów, a te nie przynoszą chluby bojownikom NSZ.
Ta zbrojna formacja nie zasłużyła się dla cierpiącego pod butem okupanta narodu polskiego. Ze względu na przesiąknięcie ideami, szerzonymi przez szeroko rozumiany obóz narodowy, bazujący na ideowej spuściźnie Romana Dmowskiego i innych ideologów endeckich, przywódcy tej formacji nie garnęli się do walki z okupantem niemieckim. Nic w tym dziwnego, skoro przed wybuchem II wojny światowej ideolodzy ci z aprobatą patrzyli na dokonania Mussoliniego i Hitlera, zwłaszcza w obszarze polityki narodowościowej, jak też podziwiali autorytarność rządów ze sprawowaniem ścisłej kontroli nad wszelkimi sferami życia społeczno – politycznego w obu tych państwach. Powołany przez skrajnie prawicowych radykałów ze Stronnictwa Narodowego w kwietniu 1934 r. Obóz Narodowo – Radykalny – antydemokratyczny, podważający podstawy prawne II RP i stosujący przemoc został niezwłocznie zdelegalizowany. Najbardziej radykalni działacze ONR skupieni w nowym odłamie o nazwie ONR „ABC” głosili w swym programie ideologię socjalnarodową, która zakładała m.in. wyeliminowanie i likwidację mniejszości narodowych, zaś kierownictwo w państwie mieli objąć członkowie tej organizacji potrafiący udowodnić czysto polskie, w sensie rasowym pochodzenie cztery pokolenia wstecz. Głosili też, iż w przyszłym państwie nie będą istnieć jakiekolwiek partie, stowarzyszenia czy organizacje społeczne. Po klęsce wrześniowej liderzy ONR „ABC” skupieni w tzw. grupie Szańca odmówili podporządkowania się rządowi na uchodźstwie a ich zbrojne ramię – Organizacja Wojskowa Związek Jaszczurczy nie dokonał scalenia z Armią Krajową, jedyną organizacją uznawaną za konspiracyjne Wojsko Polskie. W końcu 1942 r. członkowie tej formacji wraz z rozłamowcami z Narodowej Organizacji Wojskowej, powołanej przez konspiracyjne Stronnictwo Narodowe utworzyli Narodowe Siły Zbrojne. Wywodzący się z NOW ugodowi działacze przeforsowali, na początku 1944 r., umowę scaleniową z Armia Krajową. Nie podobało się to działaczom Związku Jaszczurczego, którzy w drodze manipulacji z dokumentami komendanta głównego NSZ przejęli kontrolę nad organizacją. Od tej pory była to konspiracja NSZ – ONR. Nowi liderzy NSZ pozbyli się oponentów, poprzez przeprowadzenie skrytobójczych mordów na oficerach NSZ, którzy dokonali scalenia z AK.
Mitem jest przekonanie, że NSZ ONR był częścią tzw. Państwa Podziemnego. Konspiracja ta ani nie dbała o zachowanie ciągłości II RP, deprecjonując autorytet legalnych władz, ani też nie reprezentowała linii politycznej rządu emigracyjnego, który uznawał Związek Radziecki jako alianta, podczas gdy narodowcy, abstrahując od sytuacji na frontach wojennych, wyznawali teorię dwóch wrogów. Poza tym nie należy stawiać znaku równości między Armią Krajową i NSZ ONR. Historycy są zgodni co do tego, iż  NSZ ONR nie była częścią Państwa Podziemnego prowadząc własną, odrębną politykę i de facto rozbijając podziemie zbrojne. Co najgorsze – jej członkowie  posuwali  się  dobratobójczych mordów nie tylko wobec formacji lewicowych ale – jak wcześniej wspomniano – w stosunku do swoich żołnierzy i działaczy, lojalnych względem władz emigracyjnych.
Już w połowie 1943 r. dowództwo NSZ ONR zmieniło akcenty w swoim programie wskazując na to ze głównym wrogiem Polski jest Związek Radziecki, wobec tego należy….powstrzymać się od akcji zbrojnej przeciwko Niemcom. Siły organizacji zostały skierowane nie przeciwko okupantowi lecz przeciwko lewicowej partyzantce zarówno polskiej jak i radzieckiej oraz na eliminacji działaczy Polskiej Partii Robotniczej.
W sierpniu 1944 r. powołano Brygadę Świętokrzyską liczącą około 850 partyzantów. Formacja ta (poza nielicznymi incydentami) unikała walk
z okupantem niemieckim koncentrując się na zwalczaniu lewicowej partyzantki. W ramach tejże polityki 8 września 1944 r. pod Rząbcem rozbili oddział AL. Im. Bartosza Głowackiego i radziecki oddział Iwana Karawajewa. Zwycięzcy partyzanci zastrzelili wziętych do niewoli jako jeńców
67 radzieckich partyzantów. Poza tym poszczególne pododdziały Brygady zabijały ( w sumie kilkuset) członków i sympatyków PPR i AL.. Co więcej – narodowcy zastraszali działaczy podziemnego Stronnictwa Ludowego i rozbrajali żołnierzy Batalionów Chłopskich. Ci zaś – zgodnie z faktami – piętnowali NSZ ONR za utrzymywanie przez tą formację kontaktów z okupantem niemieckim, czy wręcz poparcia ze strony Niemców. W wydawanej prasie ludowcy oceniali NSZ ONR jako faszystów, używających przemocy względem innych formacji podziemnych. Podobne opinie o tej organizacji wygłaszali członkowie AK, dodając też informacje o rabunkach żywności i odzieży w polskich wsiach i w związku z tym wrogim stosunku ludności wiejskiej do narodowców.
Jednakże najbardziej bulwersującym faktem jest współpraca Brygady Świętokrzyskiej z Niemcami. W raporcie szefa wywiadu Inspektoratu Kieleckiego AK stwierdza się, iż „współpraca NSZ z gestapo była w zasadzie jawna i poszczególni dowódcy nie kryli się z tym, ze otrzymują broń i amunicję od władz okupacyjnych. Znany jest przypadek (styczeń lub luty 1944 r.) gdzie oficerowie NSZ z bronią przyjeżdżali na gestapo w Ostrowcu Świętokrzyskim, tam omawiali obławy na PPR i przekazywali gestapo materiał odnośnie komórek PPR”. Dalej w tymże raporcie stwierdza się, że Niemcy traktują NSZ jako polski narodowy socjalizm prowadzący jawną walkę z Rosją, robiący dywersję w ugrupowaniach politycznych Polski podziemnej i rozbijający spoistość Armii Krajowej. Konstatując uznawano, iż jawna współpraca z gestapo i wybryki poszczególnych dowódców tej formacji poderwały do niej zaufanie społeczeństwa.
W zwalczaniu przeciwników politycznych  i współpracy z gestapo wyróżnił się szczególnie partyzant z tejże Brygady Hubert Jura ps. „Tom”. Jeszcze przed powołaniem Brygady Świętokrzyskiej utworzony przez niego oddział Akcji Specjalnej NSZ „Sosna”, w dniu 22 lipca 1943 r. zabił siedmiu partyzantów
z oddziału Gwardii Ludowej im. Ludwika Waryńskiego, złożonego
w większości z Żydów zbiegłych z gett. „Tom” nawiązał ścisłą współpracę
z Paulem Fuchsem z radomskiego gestapo, odpowiedzialnym za zwalczanie ruchu oporu, któremu wystawiał ludzi do likwidacji, a nieraz sam ich likwidował. Jego ofiarami byli nie tylko działacze i partyzanci lewicy, ale tez ukrywający się Żydzi i działacze ze środowisk narodowych, których on uznał za wrogów. Swoją jawną współpracą z gestapo zbulwersował swoich przełożonych którzy wydali na niego wyrok śmierci, uznając go za zdrajcę.
 Wtedy dostał od gestapo ochronę i samochód do dyspozycji, a po postrzeleniu został umieszczony w niemieckim szpitalu. Po powstaniu Brygady Świętokrzyskiej „Tom” dołączył do niej; dowódcy brygady jego przeszłość nie przeszkadzała, został nawet dokooptowany do Sztabu Głównego NSZ ONR. Jura nadal współpracował z gestapo, oficjalnie jako szef firmy budowlanej pracującej dla Niemców. W piwnicach tej firmy w Częstochowie katował i mordował niewygodnych dla niego działaczy
i partyzantów. W końcu zaś krwawo rozprawił się z ludźmi swojej organizacji –  jego podwładni zamordowali szefa wywiadu Komendy Głównej NSZ ONR
mjr. Wiktora Gostomskiego, bo sprzeciwiał się współpracy z Niemcami, a także kpt. Stanisława Żaka, szefa wywiadu krakowskich struktur NSZ, które podporządkowały się AK. W wigilię 1944 r.  „Tom” zastrzelił por. Władysława Pacholczyka, który miał wykonać na nim wyrok śmierci, wydany przez dowództwo NSZ ONR.
Reasumując – Niemcom bardzo odpowiadało to, że Brygada Świętokrzyska zwalcza lewicową partyzantkę i dezorganizuje Państwo podziemne. Mając agenta w brygadzie byli pewni, że nie wystąpi ona przeciw Niemcom. W zamian brygada dostawała broń i miała zapewnione bezpieczeństwo ze strony Niemców.
Wobec zbliżającego się frontu w nocy z 13 na 14 stycznia Brygada Świętokrzyska wyruszyła w stronę Czech, a dowództwo brygady uzyskało pozwolenie na cofanie się u boku Wehrmachtu. Wbrew tworzonej legendzie  Brygada Świętokrzyska nie przedostała się na Zachód, klucząc w przesuwającym się pasie przyfrontowym narażona na ataki Niemców bądź Rosjan. Brygada przeszła na teren Czech pod opieka Niemców i ani przez chwilę nie walczyła z regularnymi oddziałami Armii Czerwonej. Na terenie Czech, dopiero po upadku III Rzeszy, licząca 1400 osób brygada zmieniła front i wystąpiła przeciwko resztkom dotychczasowego sojusznika, wyzwalając obóz koncentracyjny w Holiszowie, stwarzając fałszywy wizerunek formacji przeciwnej Niemcom i z nimi walczącej.
Na koniec trzeba stwierdzić, iż mimo zaciekłości względem Związku Radzieckiego formacja NSZ ONR nie wzięła, w odróżnieniu od Armii Krajowej, udziału w akcji „Burza”, w której podziemie podległe władzom emigracyjnym ujawniało się jako gospodarz  terenu wobec wkraczających do Polski żołnierzy Armii Czerwonej.
Takie są podstawowe fakty odnośnie do działań NSZ ONR, a utrwalane mity
o patriotyzmie i honorze partyzantów tej formacji są fałszywe.
Warto byłoby aby dzisiejsi apologeci tej organizacji ocenili jej działalność uczciwie, wedle prawdziwej historii jej działalności, a zatem w oparciu o fakty
a nie sentymenty.
Patriotyzm nie może się opierać na błędnych wyobrażeniach, gdyż wypacza historię i zniekształca ocenę jej bohaterów.
                                              oprac. Wiesław Sz.  –  miłośnik prawdy historycznej
 
Źródła:
1) Piotr Zychowicz – „Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych” wyd. Rebis 2018;
 2) Rafał Wnuk – „Brygada Świętokrzyska. Zakłamana legenda.” Tygodnik Historyczny Nr 4/2016
Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *