Kaczyński, mąż stanu czy truteń?

Kampania Wyborcza Zjednoczonej Prawicy w Polsce, jesień 2019 roku: Polska, Polacy, Świat, zyski, straty, wiedza, historia, człowieczeństwo … – nic to, chyba że jako narzędzia, jako dekoracje. Jarosław Kaczyński i jego partia mają zastąpić nam wszystko.

Patrzcie ludzie, cuda w tej budzie, baloniki i orzełki, pasiaste spódnice, wojenne kotwice … I On naczelnik Kaczyński: atrakcja rewelacja, cud miód, ojciec narodu obwoźny.

Hołdy mu składają, Imię jego skandują szczęśliwi, że mogą. Nad herosów największych – w historii Polski i w dziejach Świata – wynoszą , a On, najpierw dobrotliwie, od niechcenia należne mu zachwyty przyjmuje, z oceną swojej wielkości łaskawie się zgadza. Później mlaska wymownie i mówić zaczyna. 15 minut (mierząc z przerwami na aplauz) opowiada. I z morza dyrdymałów, które publika chce usłyszeć (niekoniecznie zrozumieć), jak wulkan wyrzuca chmurę ognistą oręż na wrogów, następnie cel określa, kierunek wiatru wymusza. Kończy zaś najczęściej troskliwie, serdecznie, z sympatią i z życzliwością wielką. Później, kłania się dyskretnie, łapką macha – i brawa brawa, karesy, całusy….

I to już koniec wizytacji, wsadzają tedy głównego aktora i szefa i trutnia w limuzynę i wiozą na inny jarmark lub klub zamknięty trutniów pomniejszych, albo do ula, do bunkra, do jamy, do pałacu……

Prezydent Wałęsa powiedział, że Kaczyński „skończy na pewno źle: albo w więzieniu, albo w szpitalu psychiatrycznym”. Nie wiem, jak skończy Kaczyński, i prawdę mówiąc, mogłoby mi to wisieć i powiewać, gdyby nie fakt, że ewentualny taki czy inny polityczny koniec szanownego prezesa może odbić się cuchnącą czkawką tak państwu, jak i obywatelom.

Czterolecie wygodnej majoryzacji życia publicznego, przejęcie przez Kaczyńskiego (oprócz części Sądów, samorządów i mediów) praktycznie pełni władzy w Polsce, może dla PiS i prezesa boleśnie, bo niespodziewanie się skończyć. Kaczyński i PiS najprawdopodobniej wygrają jesienne wybory, ale o samodzielnej większości, i w Sejmie, i w Senacie, mogą raczej tylko pomarzyć. A koalicjanta jak na razie ni widać, ni słychać. I co: dadzą rządzić opozycji, pożegnają się z niebywałą w Polsce od 30-tu lat wszechwładzą i grzecznie pójdą siedzieć? A pan boss, pan naczelnik Kaczyński z przegraną się pogodzi?

Prezes Kaczyński dziś po 30-tu latach w polityce, po wielu wzlotach i upadkach, po wielu zwycięstwach i równie wielu upokorzeniach, osiągnął, co chciał – prawie, co chciał – i dobrowolnie tego nie odda. Nie odda władzy, która tyle go osobiście kosztowała – śmierć brata bliźniaka Prezydenta RP – po którego trumnie, poprzez obrzydliwe kłamstwa i oczernianie przeciwników politycznych zdołał po wielu latach wrócić na szczyt. Do tego 4 lata samowładztwa i mamy pana prezesa nowego – zdecydowanego na wszystko satrapę, wierzącego w swoją nieomylność gracza ryzykanta nieprzewidywalnego i przez to niebezpiecznego dla państwa, dla obywateli, dla siebie samego też.

Nie chcę tu oceniać pana Kaczyńskiego jako człowieka, ale jako polityka, który bezprawnie i arbitralnie decyduję dziś o losach 38 – milionowego narodu, o losach moich i mojej rodziny, na pewno oceniać jego czyny mi wolno, a (na miarę skromnych możliwości) przestrzegać przed ich skutkami jest moim obowiązkiem.

Pan prezes szanowny truteń przebrał się w szaty królowej, inne trutnie na królewny pasował, żołnierzy i robotnice oszukał albo przekupił. I ul huczy, trutnie w miodzie się chlapią. Mam nadzieję, że pszczoły fałszerstwo wykryją wcześniej niż zima przyjdzie, i miodu zabraknie.

Pan prezes Kaczyński, wielokrotnie łamiąc konstytucję, najpierw zniszczył Trybunał Konstytucyjny, następnie zawłaszczył media publiczne, prokuraturę, policję, wojsko; po czym ruszył „zbrojnie” na trzecią władzę, na Sąd Najwyższy, na Sądy Powszechne, których na szczęście nie zdołał całkowicie od PiS-u uzależnić. A wszystko to osiągnął poprzez zaprzęgniętych w służbę państwa szubrawców, karierowiczów, oszustów i pospolitych bandytów, którzy wykorzystując państwowe pieniądze i urzędy, za pomocą oszczerstw, zastraszania, wykluczenia niszczą przeciwników politycznych. PiS-dowódcy i PiS-żołdacy z pełną premedytacją metodycznie niszczą ludzi, także tych spoza polityki, nie tylko przeciwników tych rzeczywistych, ale i tych potencjalnych – na wszelki wypadek chyba. I nie mówcie mi, że PiS robi wiele dobrego – ani kiełbasa, ani szynka, ani kawior, okupione cierpieniem Bogu ducha winnych rodaków nie może smakować uczciwym ludziom.

Wszystko, co tu i w innych miejscach publikuję, podpisuję własnym imieniem i nazwiskiem. Robię to nie dlatego, że chcę byście mnie znali – przez sześćdziesiąt parę lat nie pisałem, nie publikowałem i dobrze mi z tym było – piszę dlatego, że się za nasz polski rząd wstydzę, a podpisuję swoje wypociny dlatego, że się swoich poglądów, że się swoich niedoskonałości i własnej mordy nie zapieram i byle trutni się nie boję.

Adam Czejgis.

Please follow and like us:
error

2 thoughts on “Kaczyński, mąż stanu czy truteń?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *