My to mamy farta.

 

Cześć pan, Panie Adam, choć pan, podlewanie nie ucieknie, wywalim po browarze, pogadamy.

My to kurna mamy farta, panie Adam, jak nie bufetowa z GS-u, to fircyk z bande-banków – cholera. Można powiedzieć, że nareszcie mamy odpowiedniego premiera, bohatera na miarę oczekiwań narodu. Czego to on nie napaplał o sobie, czego nam nie naobiecywał. Tyle tego dobrego , takie gruszki cacuszki, że na tysiąclecia narodowi wystarczą, a on skromny, tylko jedno pokolenie chce kombinować. Bajer majster panie tego, w kamerę patrzy jak Kalibabka, grabiami wierzga dla niepoznaki, liczby, daty, paragrafy – miszcz, kurna go Olek.

Pamiętam panie, jeszcze z wczesnego Gierka, takiego studenta z Polibudy, Makaron go nazywali. Nawet z figury to podobny był, okulary też nosił, tylko inne takie, kościanne. Ten to umiał kit sprzedawać, aż miło było popatrzeć i posłuchać, panie Adam. Na warsztatach ludzie mu z mosiężnych śrub obrączki toczyli, sygnety w carskie wzory grawerowali, polerowali, panie tego, w jakimś gównie maczali, żeby błysku nie traciły i kolor był ruski złoty. Brał on, ten Makaron, ten blit w kit do „włoskiej” walizki z Różyckiego kitrał i, panie Adam, na Podlasie: Siemiatycze, Mława, Białystok, Sokółka – miasta, miasteczka, wioski …. Pierwszy sekretarz Gierek popuścił wtedy rolnikom i na wsiach, panie, kasa była. Nie tam jakieś majątki, ale w porównaniu z Gomułką to był raj.

Miał ten Makaron do pomocy takie Hankie, Wiere, po czterdziestce, filologię ruskie w Moskwie skończyła i wzięła się panie Adam tam tak rozechlała, że cała ta nauka jej się przydawała była – panie tego – jak nie przymierzając Himilsbachowi angielski. Zabierał on te Wiere czy Hanie co niedziela, ten Makaron, z mety na Wileńskiej na “odwykówkę”, a w środku tygodnia raz lub dwa wsiadali w PKS lub pociąg i śmigali na robotę. Jeździł z nimi też taki Wojtek Korek, ten to na Ruska jak ulał z wyglądu pasował, tęgi, ogorzały, w złotych zębach – dusza chłop. Panie Adam – jaki oni szmal wtedy robili. Ten Makaron, to panie Adam był spec, nigdy nie sprzedawał złomu jednemu klientowi w dużych ilościach. Robił tak, żeby oskubanego strata była do przełknięcia, i na EMO zara obywatel rolnik nie dygował. I nigdy go nie przymknęli, może też dlatego, że szybko się przebranżowił.

Chłop – panie Adam – za Gierka wreszcie miał jakieś kasę i dzieci miał, którem tak zwane lepsze przyszłość chciałby zapewnić, W Warszawie nie meldowali, a pod Warszawą do sprzedania było działek budowlanych od metra. Działki były, ale cementu, cegieł i innych nie było. Chłop na nowym terenie nie miał znajomości – i tu się pojawiał Makaron. Panie, eldorado, jak na tamte czasy panie Adam było.

Ale, ale, o czym to ja do pana zaczynałem? O tym, że mamy farta do rządu. No ten Makaron też szczęście miał, po komunie panie to on na biznesmena na cztery fajery się wycackał. W polityce też wysoko, panie Adam, za zawodowego antykomunistę robił. Ale przyszła kryska na Matyska, przy takiej Hance, Wierze i przy Wojtkach Korkach, abstynencji nie zachowa. Na marskość ten Makaron niedawno wykorkował – człek zasłużony, a nowej wątroby na czas nie przywieźli.

Panie Adam, co pan na mnie tak z byka patrzysz? Broń mnie Boże, żebym ja pana Morawieckiego do takiego Makarona porównywał. Ale metody, kurna go Olek, cwancyki, że się wyrażę, to jak w mordę dał takie same.

Popacz pan, my to mamy szczęście, emerytury nam płacą, piwo tanie jak barszcz, wątroby jak rzepy – słońce świeci.

 

Adam Czejgis.

 

Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *