No i jak się to wam, kmioty, podoba?

Mówicie: Dyktatorek, abnegat, fleja. Szkodnik odizolowany od realnego świata – mówicie. Nieżyciowy satrapa, narcystyczny fantasta, mściwy gnom – tak o mnie mówicie. A ja… a ja na to czniam. Bo nawet gdyby to wszystko było prawdą, a nie jest, to ja, prezes „ gnom i fleja”, trzymam was wszystkich za jaja. Trzymam was mocno za wasze inteligenckie mordy. Ściskam was za wasze nakremowane nosy. Pluję na wasze białe koszule i depczę po waszych włoskich wyglansowanych półbutach.

Mówicie: Koniec twojej władzy bliski. Jesteś przestępcą, będziesz siedział – krzyczycie.
Gówno – koniec. Gówno – bliski. I gówno, że będę siedział.
Wcześniej: Poobrażacie się na siebie, pokłócicie się i sami ze sobą się pobijecie. I jeśli nawet jakimś cudem wygracie wybory, to i tak gówno mi zrobicie. Możecie mi skoczyć, szanowna opozycjo, na tniu tniu.
Panie i Panowie Pięknoduchy, demokraci, liberałowie i socjaliści, szanowni idealiści, szanowni pragmatycy, pracoholicy i lenie, mędrcy i bezmózgowcy…! Każdy z was będzie chciał ukarać mnie na własną modłę i każdy inaczej: zneutralizować lepiej, zabezpieczyć się mądrzej itp. I nie ma wuja we wsi, że się nie dogadacie, że nie zadziałacie wspólnie.
Ja tu zostanę! Popatrzcie w lustro, tak bez wstydu, odważnie … Tak, tak to ja wasz prezes. Jestem wami, jestem z was i jeszcze długo będę.
To, gdzie teraz stoję, to, jaki burdel wam po sobie zostawię, to także wasza zasługa. Nie wasza wola, nie wasze chęci, ale starania, ale zaniedbania także wasze, wasze, wasze…
Jak wielu, również spośród was, szanowna opozycjo, przez lata budowało mój obraz. Wybielaliście, ocieplaliście, cywilizowaliście… I kupowaliście jak szło moją perfumę i kit mój. Wciskaliście sobie i ludziom szarości tam, gdzie była tylko czerń.
Jak niewielu z was mówiło prawdę. Jak niewielu z was w koniu widziało konia. Śmialiście się z tych niewielu, mówiliście, że straszą PiS-em, bo sami są nie lepsi, że mają za uszami…
I niczego to was nie nauczyło – dalej wiecie lepiej, dalej zrobicie uczciwiej, dalej dalej dalej…
Halo, halo, ja tu jestem, wasz prezes, i nigdzie się nie wybieram. Odwracałem kota ogonem wczoraj, odwracam dziś i będę odwracał go jutro.
A jak kiedyś spełnią się sny wasze, kochana opozycjo, i odejdę, to obiecuję, że tu taki gnój po mnie będzie, że pokolenia będą go czuły, że pokolenia będą pamiętały. Amen.

Ostatni liść spadł
i odkrył całą pisowszczyznę
i wstało słońce zimne
zza stodoły wyszedł koń
… przypatrzcie się im, dobrze
zanim noc nie ukryje stodoły
zanim księżyc nie odkoni konia

Adam Czejgis

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *