Prezydentem Adrian był (ballada pod celę)

Prezydentem Adrian był, że szukać takich z świcą

W salonach, gdzie światowe życie wre

Wypiętą piersią i gębą malowniczą

Stawał tak, że zamierał ludziom dech

A jak cóś rzekł, to słowa jak te grzmoty

Spadały na calutki Boży Świat

I niosły się zachwyty i rechoty

I przysparzały splendora wszystkim nam.

 

Adrian, Tyś światło jest spuchniętych naszych oczu

Adrian, my bez Ciebie nie potrafim żyć

Adrian, zrób tak, by w pierwszym już półroczu

Nam wypłacili trzynastki dwie lub trzy

Adrian, balonie polskich niezłomności

Adrian, daj głos, komuna pójdzie precz

Musisz tak drzeć się dla całej ludzkości,

Co na Twą sławę głucha jeszcze jest.

 

Prezydent Adrian żył był i ułaskawiał

I wszystkie prawa miał tam, gdzie miał tył

Prezydent Adrian, pięknego chłopa kawał

Niestety, także on na usługach był

Jednego takiego prezesa z Nowogrodzkiej,

Co na Adriana miał hak i marchew miał

I jak się Adrian na bok spojrzał troszkę,

Prezes brał rózgę i w gołą d… lał.

 

Adrian, przyczyno spuchniętych naszych oczu

Adrian, my z Tobą już nie umiem żyć

I zrobim tak, żebyś w przyszłym roku

Znalazł się tam, gdzie nie nadąży wstyd

Adrian, Tyś jest obrazem zacofanej wiary

Co zamiast kochać, umie tylko chcieć

Już nie pomogą Ci czary ni mary

Na Twoje miejsce lepszy choćby cieć.

Już nie pomogą ni czary ni mary

Bardzo prosimy, przestań już się drzeć.

 

Adam Czejgis.

 

Please follow and like us:
error

1 thought on “Prezydentem Adrian był (ballada pod celę)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *