Rekolekcje i cud na schodkach

Witam sąsiad, jak tam? Na żołądku w porządku, łodyga dryga? Masz pan czas… to czekaj pan, cóś panu opowiem.
Panie, w tamtym tygodniu po kościele, taki jeden sukinkot jak mnie powiedział…. Panie, tak się poczułem jak wtenczas, kiedy mnie u teścia koń kopnął…. Panie, ten tego, co się pan tak na mnie patrzysz? W żebra mnie depnął, nie w głowę.
Byłem ci ja z moją Jadzią na Rekolekcjach. Wiesz pan, że ja do kościoła to od wielkiego święta, bo, panie ten tego, narobiony jestem i jak w ławce kicnę to zaraz mi się przysypia,  i Jadźka ma wstyd, a ja nie mam kolacji. No, ale Rekolekcje… no to poszedłem i nawet, panie, nie drzemnąłem  prawie. A i ksiądz, jakiś nie od nas, nawet mądrze gadał, polityki nie ruszał, do płacenia nie namawiał.
Msza się skończyła i oboje, panie tego, zadowoleni wychodzim z kościoła, kiedy na schodach zaczepił mnie Józiu Łysy, ten Żabolniecki, czy Żabolkiecki, kurna, zawsze zapominam. Znasz go pan, na Kombinacie robił, taki łysy, no i te rybie nazwisko.
Panie sąsiad, wyobraź pan. Stanął na schodach rozkrakiem i mówi do mnie tak:
–  Ty, Antek, to emeryturę masz niezłą, dzieciaki ustawione, a na tacę to tylko dychę dałeś. Wstyd.
Panie, ten tego mać, zatkało mnie, pod sercem zakuło, zamurowało, ten tego, jak te żonę Lotta prawie. A on, ten Łysy, dalej, panie, naucza:
– Ojczyzna, Antek, w potrzebie i wiara nasza święta w potrzebie, a ty co, dychą się wykpiwasz? Różne niewierne zboczeńce Polskę i Kościół Święty napadają… a ciebie to ja tu już z rok nie widziałem.
Panie Adam, stałem tam i tak mnie w sobie zakuwało, że już już – dla zdrowotności, żeby te kłucie z siebie wyrzucić – chciałem Łysemu w świętym miejscu przylutować… I wtedy cud się stał, panie ten tego … śmiech mnie napadł okrutny. Panie sąsiad, jak ja się na tych kościelnych schodach rechotałem…. A on, ten Żaba Łysy, kurna tego, takiej trzęsionki strasznej dostał, zzieleniło go zdygotało. Panie, żeby nie dobre ludzie go pod pachy nie dorwali, jak nic by się z tych schodków zgruchotał. Ten Żaba podobnież do dziś jeszcze się trzęsie, całej bombki na choinkę to on nie zawiesi.
Dobre tylko to, że Jadzia poszła przodem, bo chociaż na Rekolekcjach nie spałem, to kolacji bym nie dostał.
A tak ogólnie, to powiedz mi pan: Czy te wszystkie takie te świętojękliwe pisy z odzysku to takie głupy są, czy głupów wyrzynają?
Mówisz pan, że różne są. Jak mówisz, to może i wiesz, co mówisz, ale ja tam, panie, żadnego myślącego normalnie na swoje oko nie widzę. Co spojrzę to jakiś Żabolniecki, albo Żabolkiecka jakaś.

Adam Czejgis.

Please follow and like us:
error

1 thought on “Rekolekcje i cud na schodkach

  • Straaaaasznie, dobry tekst! Winszuję talentu.! 🙂
    Bierz się, Adam Czejgis, do roboty a chyżo, bo u Ciebie każdej sekundy szkoda! Już dawno mi się niczego tak dooobrze nie czytało!
    Iiii….niech to idzie między ludzi jak najprędzej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *