weźmiemy i wygramy

Nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać”, nie ma takiegodzbana, którego nie można stłuc, takiego chama, co go wykopać nie sposób, tyrana takiego nie ma, od którego uwolnić się nie da.

W Polsce 2015 – 2019 trwa cywilizacyjna wojna, już nie zimna, jeszcze nie gorąca. A na jesieni rozstrzygnie się jedna z najważniejszych bitew tej wojny. Bitwa nie pierwsza i, niestety, nie ostatnia.

Kiedy świat cały stanął przed nieznanymi dotąd cywilizacyjnymi możliwościami i zagrożeniami, pisowski rząd podwinął ogon i uznał, że uda się Polskę cofnąć w czasie. Nikt dotąd takiego numeru nie dokonał – ale iluzją i zapasami żyć też można, żyć dobrze, choć niedługo. Iluzją i prześladowaniami rządzić się da nawet długo – ale koniec jest zawsze ten sam, to cierpienie przede wszystkim rządzonych i nagły koniec rządzących. Dziś jeszcze mamy szansę w sposób cywilizowany pognać na cztery wiatry te wsteczne, nacjonalistyczne i ksenofobiczne antyludzkie rządy. Wystarczy uwierzyć, że jest to możliwe. A jest, wbrew katastroficznym sondażom, wbrew fejkowym analizom, wbrew kłamstwom i chamstwu, wbrew bolszewickiej propagandzie – zwycięstwo jest możliwe.

Bezprawnie zawłaszczyli Polskę, później od tak, dla draki, miliony ludzi, swoich współbraci odsądzili od czci i wiary, oskarżyli o zdradę, o złodziejstwo, o komunizm, o rabunkowe niszczenie Polski, o przynależność do mafii, do klik, do kast, do najgorszych sortów. Pamiętacie rok 2015, 2016, jak ganialiście na demonstrację? Jaki był w was zapał, jaka wiara w zwycięstwo. Wierzyliśmy w sukces, który wówczas był niemożliwy do osiągnięcia. A dziś już nie wierzymy? Choć pozbawienie władzy tej ekipy szkodników pazernych, tego wstydu przed całym Światem, jest jak najbardziej realne. I gdy można dokonać tego (chyba) w sposób pokojowy – tracimy nadzieję, tracimy wiarę. Widzę na pikietach na ulicach ludzi wypróbowanych w walce o praworządność, o wolną i demokratyczną ojczyznę, ludzi pragnących powrotu normalności, ludzi przejętych losami ojczyzny. I widzę ich ponure miny, ich mała wiarę, ich lęk. Nie zwycięży tyrana ten, kto w zwycięstwo nie uwierzy. To banał i prawda zarazem. Nie narzekajmy, że nas mało, nie zwalajmy winy na nieobecnych – podnieśmy głowy, pokażmy naszą twardość, naszą wiarę w lepsze. Pokażmy nasze człowieczeństwo i naszą siłę – wtedy przyjdą, wtedy z nami pójdą, wtedy zwyciężymy.

A wam, demokratom z zasługami, zasłużonym ponad nas malutkich w walce o wolność, o praworządność bojownikom ulicy, którzy teraz „strzelacie” do Ujazdowskiego, którzy „wieszacie” Kowala, „podtruwacie” Poncyliusza – odmawiam wam legitymacji do narzekania na beton pisowski. W godzinie próby, publicznie „linczując” przechodzących na naszą stronę byłych członków PiS-u, utrwalacie pis-beton, zniechęcacie do wybrania dobrej strony mocy innych (jakże często totalną propagandą oszukanych) działaczy, sympatyków, wyborców nacjonalistycznej prawicy. Najbardziej przykre dla nas maluczkich jest to, że wy, którzy byliście i nadal jesteście dla nas przykładem odwagi i mądrości w walce, świadomie lub nie przyczyniacie się do pogłębienia okopów, do podwyższania murów między Polakami. Czy wy jeszcze wierzycie w zwycięstwo, czy może zakochani w swoich prawdach, zapatrzeni we własne rozwiązania czekacie już na klęskę wyborczą, która potwierdzi wasze teorie? I znowu wygra Kaczyński i wasze nie mówiłem – jeszcze wierzę, że tego nie chcecie …. jeszcze wierzę.

Adam Czejgis.

Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *