Wunderwaffe

Przybyli wszyscy: ministrowie, senatorowie, posłowie – właściciele Polski, główni i okręgowi zbawiciele. Wszyscy czekali, co powie On, jeszcze wierzyli, że nikt jak On… I co? I pstro. Wielkie nadęcie – liche pierdnięcie.
Zamiast nowego genialnego planu, zamiast oczekiwanego Wunderwaffe – powrót do oblężonej twierdzy na zardzewiałych gwoździach.
On pieprzył – oni słuchali chyba, bo co kilka minut klaskali niemrawo. Jeden nie klaskał – ten jeden, bohater z Krakowa, udawał z uporem, że ma swoje zdanie. Za to obok… specjalista od gwoździ i siedmiu męczenników, nawalał po łapach, aż mu uszy pozieleniały. I jeszcze jedna, chyba ona od szkolnictwa jest (chociaż nie wygląda) – o, ta to dopiero zaklepywała jak ruski karabin maszynowy. Ale reszta słabiuchno, jakoś tak ponuro… Nie jak w Toruniu u ojca Polski, Dyrektora, gdzie śpiewali, baletowali jak na weselu . A w Jachrance towarzystwo – mimo Onego zapewnień, że nowe zwycięstwo blisko – jakieś takie wątpiące. Oczki rozbiegane jak na marszu w Warszawie, uśmiechy urzędowe, nosy długie, obwisłe.
A On – zamiast nadziei dolać, zamiast miecze nowe i tabory zasobne obiecać – On błędy wynajduje, opieprza ….
I jak tu żyć? Z jednej Deforma, z drugiej Platforma, tu demokratura, tam ryptura … A miało być tak pięknie – prezydent dojną ojczyznę przywrócił, On przywrócił prezydenta, On wolność upartyjnił ,co państwowe upartyjnił i ochraniał. On z rąk niesłusznych dobra zadbierać pozwalał. I co? Sondaże rosły … i komu to, do k…. nędzy, przeszkadzało?

Adam Czejgis.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *